Zastanawialiście z jakich czasów pochodzi polskie słownictwo zawodowe dotyczące pozłotnictwa? Jakie zwroty z dawnych czasów pozostały, a które tylko częściowo się zmieniły? Proponuję abyśmy cofnęli się do Krakowa do czasów Mikołaja Reja. To ówczesna stolica Królestwa Polskiego i bogate miasto polskiego złotego wieku. Działali tam malarze, którzy jak wiadomo byli także pozłotnikami z zawodu i przywileju cechowego. Do wyodrębnienia się pozłotnictwa z rzemiosła malarskiego dochodziło w XVII stuleciu.

1. Wprowadzenie: Mowa Polska w Warsztacie Malarza Pozłotnika
Kiedy Mikołaj Rej pisał o Polakach, którzy „nie gęsi, iż swój język mają”, utrwalił w narodowej świadomości moment emancypacji polszczyzny literackiej. Jednakże dojrzałość języka narodowego objawia się nie tylko w poezji czy prozie, ale również w jego zdolności do precyzyjnego opisywania specjalistycznych dziedzin życia, w tym rzemiosła. Można zaryzykować tezę, że polszczyzna XVI wieku była językiem zaskakująco bogatym i precyzyjnym także w sferze technicznej, a dowodów na to dostarcza dzieło Marcina Siennika.

Jego tłumaczenie popularnego europejskiego traktatu technologicznego dowodzi pośrednio, że w krakowskich warsztatach Złotego Wieku mówiono po polsku, używając spójnej i wyspecjalizowanej leksyki, co świadczy o leksykalnej dojrzałości polszczyzny technicznej.
Z pozłotnictwem związane są jedynie nieliczne akapity krakowskiego wydania Aleksego Pedemontana „Tajemnice księgi ośmiory o tajemnych a skrytych lekarstwiech, przy czym dosyć misternych a trafnych rzeczy i doświadczonych mieć będziesz”[1], w tłumaczeniu Siennika, opublikowanego w 1568 roku przy Herbarzu jego autorstwa[2]. Siennik przetłumaczył modną wtedy pracę Aleksego z Piemontu, dzieło kryjącego się za tym pseudonimem włoskiego humanisty i chemika Girolamo Ruscellego (ok. 1500–1566), założyciela działającej w Neapolu „Akademii Tajemnic”.
Teksty te stanowią bezcenne źródło dla poznania historycznej terminologii pozłotniczej, rzucając światło na materiały, narzędzia i procesy technologiczne stosowane przez ówczesnych malarzy – rzemieślników. Przez pryzmat receptur tłumaczonych przez Siennika możemy odtworzyć nie tylko dawne techniki, ale także język w jakim się o nich mówiło.

Aby w pełni docenić znaczenie pracy Siennika, należy przyjrzeć się kontekstowi historycznemu w jakim powstała. XVI-wieczny Kraków, ówczesna stolica Królestwa Polskiego, był tętniącym życiem centrum sztuki i rzemiosła artystycznego, w którym ścierały się i wzajemnie wzbogacały tradycje lokalne i wpływy zagraniczne. To właśnie w tym środowisku narodził się i okrzepł język zawodowy, który Siennik tak wiernie utrwalił na kartach swojego dzieła.
2. Kontekst Historyczny: Kraków, Siennik i Cech Malarzy Krakowskich
W epoce polskiego Złotego Wieku Kraków pełnił funkcję nie tylko stolicy państwa, ale także najważniejszego ośrodka kulturalnego i gospodarczego. Jako bogate miasto, przyciągał wybitnych artystów i rzemieślników, stając się miejscem, gdzie rozwijały się wyspecjalizowane umiejętności i technologie. Właśnie w tym dynamicznym środowisku powstało tłumaczenie, które jest przedmiotem niniejszej analizy. Jego autor, Marcin Siennik, był postacią charakterystyczną dla swojej epoki. Urodzony w rodzinie mieszczańskiej, znał łacinę, język polski, hebrajski i niemiecki. Jego działalność zawodowa była różnorodna – pracował w kopalniach olkuskich, pełnił funkcję pełnomocnika przed urzędami, a w 1578 roku został ławnikiem. Osadzony w realiach życia mieszczańskiego, siedział nawet cztery lata w więzieniu za długi. Co istotne, Siennik, będąc Niemcem z pochodzenia, tworzył swoje tłumaczenie z myślą o polskojęzycznym czytelniku – mieszczanach i szlachcie, którzy niekoniecznie posługiwali się łaciną czy niemieckim. Siennik był młodszy od Mikołaja Reja, a jego Herbarz został wydany jeszcze za życia poety. Gdy Rej kodyfikował polszczyznę literacką, Siennik równolegle dokumentował techniczną dojrzałość. Opisywaną terminologię zaczerpnął z żywego języka, którym posługiwali się krakowscy rzemieślnicy.

Struktura zawodowa miasta była ściśle regulowana przez system cechowy. Do cechu malarzy krakowskich należeli wówczas rzemieślnicy o różnych specjalizacjach: artyści malarze, iluminatorzy (malarze ksiąg i dokumentów), sztafierze (malarze-zdobnicy), malarze skór (wytwórcy kołtryn), malarze szkła, a nawet klepacze złotych płatków. Pozłotnictwo nie stanowiło jeszcze odrębnego rzemiosła i było integralną częścią warsztatu malarskiego.
Encyklopedyści francuscy w XVIII wieku dzielili pozłotników według różnic w technikach złocenia na tych, którzy: złocą na metalu, na drewnie i na skórze. Można by było do tych trzech grup dołączyć jeszcze tych którzy złocą na porcelanie, czy fajansie i introligatorów.
Siennik dwa stulecia wcześniej doskonale rozumiał i precyzyjnie oddawał te podziały, wyraźnie odróżniając techniki stosowane przez malarzy różnych specjalności od metod właściwych dla złotników.
Pisał: Tarcie albo mielenie złota malarzów czelniejszych (…), albo też: Przeto niektórzy umiejętni, a w rozsądku biegli malarze, drzewo albo co takiego pozłacać chcą, nie czerwony grunt, jako pospolicie zwykli, ale żółty pod pozłotę kładą. Przeciwstawia wyraźnie te techniki, technikom złocenia i materiałom używanych przez złotników: Złocenie po złotnicku, złotem którym złotnicy pozłacają (…)
Ta świadomość różnic technologicznych i precyzja w ich opisywaniu czynią z jego dzieła wyjątkowe świadectwo epoki.

3. Analiza Technik i Terminologii Pozłotniczej w Ujęciu Siennika
Receptury przetłumaczone przez Marcina Siennika stanowią niezwykle bogaty katalog technologii pozłotniczych stosowanych w XVI wieku. Ich różnorodność świadczy o wysokim poziomie specjalizacji pracowni malarskich, które musiały sprostać zróżnicowanym zamówieniom – od delikatnych iluminacji w księgach po złocenia na drewnie, metalu czy skórze. Co najważniejsze, Siennik do opisu tych skomplikowanych procesów używa precyzyjnych, w dużej mierze polskich określeń, co dowodzi istnienia w jego czasach już ugruntowanego języka zawodowego. O jakości tego języka świadczy łatwość z jaką po prawie 450 latach możemy zrozumieć znaczenie poszczególnych czynności i skomplikowanych przecież technik.
Techniki dla Iluminatorów i Pisarzy
W Księdze 7. Rozdziale 2. O pisaniu złotem / y srebrem opisana jest technika ucierania listków złota bitego, tak by uzyskać złoty proszek, wypłukiwania z roztworu cukru(ulipek), wykonania złotej farby ze spoiwem z gumy arabskiej, a także o polerowaniu złotego tekstu zębem-gładzikiem. Znakomity i do dzisiaj aktualny przepis dla malarzy dokumentów i iluminatorów.

Tarcie albo mielenie złota Malarzów czelniejszych: (List 584)
Weźmi listów złota ile chcesz, a rozetrzy je w tworzydle z ulipkiem różanym palcem średnim, aby się dobrze zmieszało, potem je utrzy na marmurowej płazie, wody z lekka przylewając,(…) a potem je czyście palcem w wodzie gnieć , aby się wypłukało (…)aż wszystek ulipek wypłuczesz(…)gdy pisać chcesz, roztwórz według potrzeby wódką różaną albo prostą w którejeś gumi arabskie rozmęcił(…) Tymże pisz albo maluj co chcesz. A gdy oschnie, coś napisał, gładźże ono pismo zębem gładkim
Dalej mając na względzie malarzy listów i iluminatorów autor napisał o technice posypywania utartego złota lub srebra na klejące się, trzymające jeszcze odlip spoiwo białkowe. Na marginesie tego przepisu – możliwe, że w tamtym czasie używano wierzchniej warstwy kamienia probierskiego z natartym złotem, aby maksymalnie wykorzystać kruszec trudniejszy do odzyskania z kamienia w inny sposób.
Posypywanie kruszcem (List 585)
Weźmi probownego kamienia tartego z białkiem jajowym, aby ku pisaniu dosyć rzadko było, tymże pisz, a na mokre pismo mieluchnymi trocinami posypuj z jakiejkolwiek kruszczyzny, bo według onej kruszczyzny dostanie barwy pismo.
Dla iluminatorów piszących i złocących na pergaminie jest oddzielny przepis na biały grunt składający się z dwóch warstw zaprawy: pierwszej chudej na gipsie pławionym ze spoiwem klejowym wygładzanej nożem skrobakiem oraz gładzikiem i drugiej z delikatniejszej bieli ołowianej na spoiwie olejnym. Autor radzi szlifować tak wykończone podłoże wilgotną tkaniną. Radę by grunt – zaprawę szlifować na mokro wilgotną szmatką słyszałem po raz pierwszy od swojego mistrza. To niezwykłe, że te techniki tak długo nie straciły na aktualności.

.Weźmi gipsu miałko utartego a przesianego co potrzeba, a roztwórz go klijem rozpuszczonym, tymże naprzód pergamin postrychuj, a gdy uschnie wyskrob, gdzie by nierówno, a będzie chropawo tam pogładź. To będziesz miał grunt pirwszy Na tym zaś drugi gładszy pomuśniesz. Weź mi bieli ołowianej mieluchno utartej, warz ją w oleju lnianym, iz bedzie jako maść, tą potynkuj on pierwszy grunt, a daj mu wyschnąć na słońcu …potym mokrą chustą wygładź.
Złocenie na drewnie i innych materiałach malarskich
Dla malarzy różnych specjalności zamieszczono przepisy o złoceniach płatkami złota lub srebra na gruntach – klejach z gumy arabskiej, białka czy soku figowego, wyraźnie zaznaczając, że płatek trzeba po położeniu docisnąć wacikiem podczas podsychania spoiwa.
Grunt prosty pod złoto(…) (List 585)
To też masz grunt prosty a łatwy pod złoto albo srebro. Weźmi samego gumi arabskiego w wodzie prostej rozpuszczonego, a co tą woda pomażesz, gdy złotem albo srebrem przyłożysz, a bawełną przygnieciesz, tedy czyście przylnie. Może też miasto tego wziąć sam białek jajowy albo mleko figowe.
Grunt czarny pod złoto(…) (List 585)
To też grunt czarny pod złoto. Weźmi sadz lampowych albo innych subtylnych, a rozmąciwszy z wodą, w której się gumi rozeszło, na to pisanie złoto kładź.
Dalej opisane jest przygotowanie gruntów pod złocenie klejowe, gruntów z gipsu pławionego, czyli kredy bolońskiej z dodatkiem pulmentu – glinki ormiańskiej sklejonych spoiwem białkowym. Tak skomponowany grunt powinno się przecedzić przez sito i rozrzedzać wodą. To zaprawa była stosowana w najpiękniejszej technice pozłotniczej – złoceniu polerowanym – technice klejowej

O pozłacaniu bitym złotem rzeczy rozmaitych. (List 585)
Grunt pod złoto, zyzą go Włoszy zowią, tak czyń ku pozłocie bitym złotem lub srebrem. Weźmi gipsu pięknego, glinki ormieńskiej, alony dzikiej, cukru białego , każdego pół dragmy, potłukłszy każde wespół, wsyp jedno na drugie, przydaj nieco miodu albo piżma zybuczkowego.
Albo weźmi gipsu namienionego, alony dzikiej, glinki ormieńskiej po równej części, a wszystko na proch potarłszy roztwórz ubitym białkiem jajowym, potym przecedź albo przegnieć, a jeśliby gęsto było, możesz wodą prostą roztworzyć.
W recepturach tych zidentyfikować można kluczowe składniki: gips (to oczywiście gips pławiony zwany kredą bolońską), glinkę ormieńską (podstawowy składnik pulmentu o czerwonym zabarwieniu), alonę dziką (żywica) oraz ubite spoiwo białkowe, (białko jaj kurzych musiało być roztrzepane-ubite, tylko dzięki rozerwaniu jego struktury, można było je precyzyjnie nanieść pod złocenie). Ważna była rada, by grunt przecedzić by był maksymalnie gładki. Podanie dwóch alternatywnych wariantów receptury świadczy o bogactwie i elastyczności praktyki warsztatowej epoki. Proporcje poszczególnych składników są często mylnie podane. Wiele receptur wymagało znajomości tematu.
Oprócz technik klejowych, w dziele Aleksego opisano także złocenie na spoiwie olejnym zabarwionym czerwoną glinką – pulmentem, przeznaczone dla podłoży mniej chłonnych, jak marmur. Kluczowa jest tu porada, by płatek złota kłaść dopiero po częściowym przeschnięciu oleju. Także w tym przypadku pamiętam radę swojego mistrza, że powinno się mikstion – klej olejny zabarwić na czerwono. Pozwalało to na kontrolę, czy każdy element podłoża został pokryty równą warstwą oleju.
Grunt z glinki i oleju z włoskich orzechów (List 585)
Grunt pod złoto na marmur albo na drzewo, i co byś innego pozłocić chciał. Weźmi glinki ormieńskiej, oleju z włoskich orzechów, każdego co trzeba, utłucz a ugnieć społem. A gdzie chcesz pozłocić tym pomazuj, a gdy oschnie złotem pokładaj.
Wyjątkowym dowodem zaawansowanej wiedzy warsztatowej jest koncepcja Gruntu żółtego pod pozłotę. Siennik, przypisując tę mądrość „umiejętnym malarzom”, wyjaśnia, że żółty kolor podkładu sprawia, iż ewentualne przetarcia złota w przyszłości będą mniej widoczne:
Grunt żółty pod pozłotę… (List 596)
…Przeto niektórzy umiejętni, a w rozsądku biegli malarze, drzewo albo co takiego pozłacać chcą, nie czerwony grunt, jako pospolicie zwykli, ale żółty pod pozłotę kładą. Albowiem choć złoto przyszłego czasu pocznie niszczeć, jednak się gołota na żółtym nie tak łatwie okaże, jako na czerwonym albo na białym.
Złocenie na spoiwie czosnkowym w technice używanej przez malarzy ikon jest nazywane współcześnie złoceniem na asyst. Autor ma w tym przypadku także bardzo istotną radę, żeby przed położeniem płatka pochuchać na delikatne spoiwo aktywując w ten sposób delikatny klej.
Złocenie na czosnek (List 585)
Weźmi gumi amonickiego uncją 1, arabskiego trzy uncje, wmocz je w ocet przez noc i dzień, a odmiękną. Przyłóż k nim miodu żółtego bryłkę jako włoski orzech, czosnku ochędożywszy główkę jednę, alony dzikiej trochę, zmieszaj społem a warz w onym occie chwilę, potym przecedź a wygnieć on gąszcz czyście. A jesli się zda być przyrzedszym, przywarz zaś aże zgęstnie, … a gdy chcesz co pozłocić potynkujże tym gruntem, a daj uschnąć, potym złotem połóż, a bawełną przyciśń, pierwej grunt on suchy ochuchnąwszy, tedy złoto przylgnie.
Osobną kategorię stanowią metody złocenia na spoiwie białkowym lub gumowym na skórze. Techniki te były przydatne dla malarzy kołtryn, zrzeszonych w krakowskim cechu malarzy. Złocili oni tanimi technikami zakładając bite płatki srebra lub cyny, a następnie pociągali tę srebrzystą warstwę żółtym werniksem złocistym zamieniając w ten sposób srebrzenie, czyli pozłotę białą na złocenie. Autor podaje znakomity przepis na żółty pokost czyli werniks złocisty. Do dzisiaj używamy podobnych werniksów oraz nazwy złocenie także w przypadku kładzenia srebra przez pozłotnika. Bardzo ważna jest rada aby werniks na oleju lnianym suszyć na słońcu. Światło słoneczne jest niezbędne przy prawidłowej polimeryzacji oleju, bez tego werniks mógł pozielenieć.
Pokost pozłotny(…) na skóry… (List585,586)
Pozłotki białej i żółtej czynienie. Weźmi oleju lnianego trzy funty, pokostu i kolofoniej po funcie, szafranu miałkiego pół uncjej. To zmieszawszy warz wespół tak długo, aż zda się pióro zgorzałym, gdy je w ten pokost wetkniesz, …. a przydaj z leguchna jeden funt alony dzikiej miałko utartej. Ustawicznie prawą ręką drewnem jakimś mieszaj, a lewą ten proch syp, …by nie wykipiało …gdy już wrzec przestanie, tedy przez chustę przecedź, schowajże w naczyniu pośklenionym.
…Gdy tedy chcesz skóry pozłacać, naprzód je pomazuj białkiem ubitym, albo rozpuszczonym gumi arabskim, na toż kładź listki srebrne albo cynowe, a przygładziwszy na grunt, wprzód namienionym pokostem pomazuj, a pożółknie jak złoto od tego. Chcesz li zaś mieć pozłotkę białą, nie trzeba je pokaszczać, z tym pokostem susz na słońcu.

W kontraście do powyższych przepisów podaję jeszcze za Aleksym metodę złocenia w technice ogniowej amalgamatem złota w rtęci. To metoda pozłacania, którą od wieków posługiwali się złotnicy. W opozycji do technik malarskich, autor przytacza metodę typowo złotniczą – złocenie ogniowe amalgamatem (Złocenie po złotnicku…). Wymienia w niej rtęć („trtęć”) i kwas azotowy („szederwas”), a także opisuje proces odparowywania rtęci nad płomieniem w celu utrwalenia złota.
Złocenie po złotnicku, złotem którym złotnicy pozłacają(…) (List 596)
…Naprzód bite złoto ma być trtęcią roztworzone …Takiego złota włóż na miseczkę, a wlej na nie tyle soku z ptaszych ogórków coby się o palec zakryło, zakryjże czyście, a wystaw na słońce …bo im dłużej zakryte stoi, tym lepszym się stawa. …chcesz li po złotnicku pozłacać, tedy ono szederwasem napuść, co pozłacać chcesz. A gdy pozłocisz, odżeńże trtęć od złota. …nad płomieniem onym złoto dzierżą, aże trtęć odejdzie.
Bogactwo i szczegółowość opisanych receptur, od metod iluminatorskich po technologie złotnicze, jednoznacznie dowodzą, że w połowie XVI wieku istniała w Polsce ugruntowana, precyzyjna i w pełni funkcjonalna terminologia rzemieślnicza.
4.0 Wnioski: Znaczenie Tłumaczenia Siennika dla Historii Języka i Rzemiosła
Analiza fragmentów tłumaczenia Marcina Siennika z 1568 roku dostarcza przekonujących dowodów na wysoki stopień rozwoju polskiego języka zawodowego w okresie renesansu. Praca ta, powstała w sercu rzemieślniczego Krakowa, jest czymś więcej niż tylko przekładem obcego dzieła – stanowi zapis żywej mowy ówczesnych warsztatów, utrwalając terminologię, która była w codziennym użyciu.
Na podstawie przedstawionych danych można sformułować następujące wnioski:
• Dojrzałość Leksykalna Polszczyzny Technicznej: Tłumaczenie Siennika stanowi niepodważalny dowód, że XVI-wieczna polszczyzna dysponowała autonomicznym i precyzyjnym systemem terminologicznym zdolnym do opisu skomplikowanych procesów rzemieślniczych. Terminy takie jak: listki złota, pozłotka biała – żółta, pozłota, pozłacać, (stąd współczesny pozłotnik), złocenie, złoto i srebro bite(stąd klepacz złota), grunt, pokost, glinka ormieńska, gładzik, czy pędzlik, kłaść pozłotę – listki, pozłoć, potynkuj, pokaszczaj, przygładź, maluj – pomazuj, rozetrzyj, daj uschnąć, były częścią spójnego zawodowego systemu leksykalnego.
• Dokumentacja Praktyki Warsztatowej: Tłumaczenie jest bezcennym źródłem wiedzy o materiałach (glinka ormieńska, alona dzika, gips), narzędziach (ząb gładki, marmurowa płaza) i technologiach stosowanych w krakowskich warsztatach malarskich i pozłotniczych, odzwierciedlając wysoki poziom ich specjalizacji.
• Dominacja Polskiej Terminologii: Fakt, że Siennik, będąc Niemcem z pochodzenia, konsekwentnie stara się posługiwać polskimi terminami, wskazuje, że czerpał je bezpośrednio z języka lokalnych rzemieślników i świadczy o dominującej roli polszczyzny w życiu zawodowym stolicy. Konsekwencja ta wynikała z jego przekonań. Dowodzi tego cytat z jego przedmowy do Herbarza: (…)by polski język miał takąż możność i był tak wielki, aby też sąsiedzi naszy wiedzieli, iż polska mowa rzecz każdą umie mianować bez pomocy sąsiedzkiej.
• Ciągłość Tradycji Rzemieślniczej: Wiele z opisanych metod i porad, takich jak: szlifowanie gruntu na mokro, aktywacja kleju oddechem lub stosowanie czerwonego czy żółtego podkładu pod złoto, świadczy o niezwykłej trwałości tradycji warsztatowej, której echa można odnaleźć w praktykach pozłotniczych do dziś.
Praca Marcina Siennika jest zatem nie tylko cennym zabytkiem piśmiennictwa technicznego. To przede wszystkim świadectwo językowej i kulturowej żywotności polskiego mieszczaństwa w Złotym Wieku, które dowodzi, że mowa polska rozbrzmiewała równie donośnie w warsztacie rzemieślnika, co na dworze poety.
5.0 Słowniczek trudniejszych terminów historycznych
Alona dzika – żywica aloesowa, łac.Aloe hepatica, List 19
Alona żółta – żywica aloesowa, łac. Succtrinum, Siennik, List 19
Belzoin – żywica benzoesowa, łac. Benzoin officinale Heyne
Bieli ołowna – biel ołowiana
Glinki ormieńska – bolus ormiański
Kamień probowny – kamień probierski,(-lidyjski)
Ogórek ptaszy – łac. Mormordica Elaterium L.(Objaśnienia)
Piżmo zybuczkowe – piżmo cywety
Salmiak – chlorek amonu
Soku jałowcu czerwonego – żywica sandaraka, łac. Juniperus virginiana L
Szederwas – kwas azotowy, niem. Scheidewasser
Trtęć – rtęć
[1] Posłużyłem się tekstami faksymile dzieła Marcina Siennika opublikowanymi w monografii Aleksego Pedemontana Tajemnice, Zbigniew Bela, Kraków 1999
[2] Wyboru tych akapitów dokonałem już przed paru laty na potrzeby rozdziału „ Pozłotnictwo” w IMD Interdyscyplinarnym Wielojęzycznym Słowniku pod redakcją Moniki Bogdanowskiej i Andreasa Komodzińskiego, Politechnika Krakowska 1916
[3]Niccolo Nelli grafika, portret Girolamo Ruscellego, oryginał w zbiorach Instytutu Sztuki w Chicago, Wikimedia Commons – domena publiczna https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Niccol%C3%B2_Nelli._Portrait_of_Girolamo_Ruscelli._1566.jpg
Napisał: D.L. Sowizdrzał z Niedar
































